W krainie życia będę widzieć boga

 

    Wyszłam na skraj posiadłości i objęłam pustynię wzrokiem. Arishok leżał na swoim legowisku oddalonym od domu o kilkaset metrów. Pyskiem zwrócony ku górom na horyzoncie, grzbietem w moją stronę. Mając nadzieję, że nie będę mu przeszkadzać, jak co dzień prowadząc ze sobą cichą rozmowę o tym czemu ja się nigdy nie zmieniłam, ruszyłam ku niemu. Z rozmyślań wyrwał mnie nagły ruch jego ogona, a po nim głuchy huk i wstrząs, który niemalże wytrącił mi z rąk tacę, na której niosłam dzbanek schłodzonej herbaty, miskę z cukierkami i książkę.

    Widać Arishok smacznie spał.

    Postawiłam tacę obok legowiska i usiadłam przy nim, na brzegu jednego z koców. Wyciągnęłam nogi, zamknęłam oczy i pozdrowiłam tkające się wokół promienie słońca. Po kilku minutach poczułam, że Arishok unosi swój łeb by położyć go na moich udach. Przyłożyłam dłoń do jego czoła, objęłam u podstawy jeden z rogów. Drugą ręką delikatnie pogłaskałam miękkie gardło w którym myszkowały pomruki. On przesunął łeb jeszcze bardziej w stronę mojego brzucha i niskim, chropowatym głosem powolnie powiedział:

- a ja jestem potworem i grzeję tutaj swoje stare, kości.

- Nie jesteś potworem.

- a pewnego dnia, za wiele wiele lat, już mnie nie będzie.

    Ponownie poruszył łbem, wieczny obserwator. Gdy upewnił się, że nie mam nic do dodania, powiedział:

- miałem sen.

- I cóż było w tym śnie?

- w tym śnie zacząłem widzieć kobietę ale nikt inny jej nie widział i w końcu postanowili sprawdzić i były tam klatki i czekaliśmy aż ona wejdzie i oni spytali czy weszła i ja odparłem tak weszła ponieważ widziałem i oni, powiedzieli to idź skonać i ja wszedłem do tej klatki a tam nie było, nikogo a klatka została zamknięta za moimi plecami a ja usiadłem i rozdarłem się i moje serce płakało i mój duch też i to był, koniec a potem ktoś ściągnął zasłonę z klatki i to była ona.

- Czy ten sen to było wspomnienie? - zapytałam po chwili.

- jeszcze nie. - odparł spokojnie.

    Przesuwałam paznokciami po twardych łuskach na czubku jego głowy i nic nie mogłam poradzić na powracającą myśl o tym, że kiedyś, w innym miejscu, leżeliśmy tak na trawie, pośród drzew, a ja przeczesywałam dłonią jego włosy i ciągnęłam za miękkie uszy. Nie chcąc wywoływać w nim smutku nie zapytałam, czy pamięta.

- ja jestem wiecznym, nie zapominam niczego.

- Powinieneś był tam zostać.

- ale ja nigdy nie opuściłem tamtej doliny i zawsze do niej wracam za tamtymi górami, jest krawędź świata i można by tam pójść i za nią spaść.

- Za tymi górami są lasy, a za nimi wielki ocean, a nad nim miasto.

- a a mój las czy las jest teraz czerwony.

- Tak, myślę że już staje się czerwony.

- a kiedy przymykam oczy patrząc na światło to ono zmienia się w linie albo w koła na łzach na moich powiekach albo w kształty w których pływa tak jak, wytłumacz mi to.

- To światło to życie, Arishoku.

- amelio światło to, pustka.

    Arishok nie mówił nic przez kilka godzin. Gdy przestałam czuć własne stopy, zdjęłam jego łeb z moich kolan, a on po kilku minutach położył go tam z powrotem.

- Przyniosłam ci słodkości.

- słodkości nie ma w takiej temperaturze.

    Wyjęłam z miski miękką, czerwoną kulkę obtoczoną białym proszkiem i wsunęłam ją pod jego wargę, pomiędzy kły. Coś poruszyło się wewnątrz szczęki.

- odrażające.

    Roześmiałam się, bawił mnie niezmiennie, choć zawsze pozostawiał niedosyt bo nigdy go nie rozumiałam.

- Jeszcze jedną?

- poproszę.

- Tym razem zielona.

    Choć sprawiało mu to ból, Arishok przełknął chętnie, po czym przekręcił łeb żeby spojrzeć na słońce. Wtedy i ja poczułam, że dzień zaczyna się kończyć. Nieśpiesznie powiedział:

- noc idzie cały dzień zmarnowany czy wiesz że ja do tej nocy, należę.

- Arishoku, a czy opowiesz mi historię o gwiazdach?

- łajzo czy tylko po to tu przyszłaś.

- Wiesz, że nie.

- a arishok nigdy nie był wśród gwiazd.

- Dobrze wiem, że byłeś.

- a jeżeli opowiem ci o którejś z nich to już nigdy nie będziesz żyła takim życiem w którym opowiedziałem o innej.

- A więc wybierz to najlepsze życie.

    Arishok roześmiał się tubalnie, co oznaczało wydobywające się z wnętrza jego cielska trzęsienie ziemi z piorunami.

- kobieto bo się uduszę.

- Arishoku.

    Przekręcił łeb tak byśmy na siebie nie patrzyli, zaszurał ogonem po stygnącej ziemi, wbił w nią łapę, nagle taka ciekawa.

- jest taka gwiazda która miała być strącona by spełniła marzenie by móc wspomnieć w modłach odwrócić bieg fal i śnić kolektywny sen.

- Są takie gwiazdy spełniające marzenia?

- może.

- I to ty taką strąciłeś?

- a ja byłem rojem który żądlił ja spałem w płomieniach i czułem się silny a moje skrzydła były tak ogromne że mogłabyś w nich zamieszkać i ja, w śnie o potędze zapomniałem że jestem niczym i że jestem niczyj.

    Pogładziłam dłonią jego zimną, lśniącą skroń i szepcąc zapytałam:

- Co to było za marzenie?

- nie wiedziałem.

- A teraz wiesz?

- a teraz, wiem.

 

    Zasnęłam przy nim na chwilę, ale wkrótce obudził mnie dokuczliwy chłód pustyni. Wysunęłam się spod jego skrzydła, pożegnałam się nie wiedząc czy mnie słyszy i wróciłam do domu. Wzięłam długą, ciepłą kąpiel. Potem zamknęłam drzwi do mojej sypialni na klucz, zasłoniłam okna, zwinęłam się pod kołdrą i zakryłam uszy poduszkami.

    Na zewnątrz zaczął narastać ryk, a gwiazdy odrywały się od sklepienia.

 © 2018 by Maciek Stepniewski